Boże Narodzenie w Suchumi cz. I

Boże Narodzenie w Suchumi cz. I

GRANICA

            W tym roku już nie było takich przygód jak przed rokiem. Tym razem nie zrobiłem błędu w wizie wjazdowej i święta mogłem spędzić w Suchumi. Z Tbilisi pojechałem małym Audi A 3 na polskich numerach rejestracyjnych, co przysparzało więcej spojrzeń w moją stronę. Wzrok Gruzinów był tak samo ironiczny jak i dziwiący się, że „taki sobie tam Polaczek przyjechał małym autkiem pod granicę z Abchazją, że jemu się chciało….” Na samej granicy ku mojemu zdziwieniu, nie było już w tym roku konia z wozem uzbrojonego w pomarańczowe worki przykrywające wóz. To był swoisty „empek” miejski dowożący od parkingu pod przejście graniczne. Ludzie z wielkimi tobołami zakupów z Zugdidi po stronie gruzińskiej byli dowożeni za jednego Lari pod punkt kontrolny. Dzisiaj kursuje stary wysłużony, poobdzierany Mercedes, który jak mniemam pewnie jest moim rówieśnikiem.

            Nie zamierzałem piechotą pokonywać granicznego mostu, bo mój bagaż ważył 27 kilogramów. Tylko dzięki litości odprawiających na lotnisku mogłem go przewieźć samolotem. A co tam było ciężkiego? Kiełbasa na święta i żelazna bindownica, którą zamówił sobie ks. Jerzy dla sklejania śpiewników dla dzieci przy parafii.

W pierwszej budce kontrolnej musiałem chwilę poczekać, bo jako innostraniec przechodziłem telefoniczną weryfikację u wyższych przełożonych. Na drugiej budce zostałem wyproszony z kolejki dla okazania zawartości bagażu. Oczywiście nie było to łatwe po rosyjsku wytłumaczyć, co to takiego bindownica. Po prostu powiedziałem, że trzeba robić knigi w Suchumi. ,,Ty żurnalist?”  – skierował wzrok na mnie jeden z pograniczników. ,,Niet’’  – odpowiedziałem. I dodałem ,,To dla Rybionek, to dla nich”. „Aha” – machnął głową i zamaszystym gestem zostałem zaproszony do specjalnej budki, gdzie dwóch rosyjskich celników przepytywało mnie z pieczątek w moim paszporcie, pochodzeniu, szkole i celu wizyty. Spodobał im się temat, że jestem księdzem i wypytywali o  seminarium, o pobyt tam…

Powiem tylko jedno chciałoby się wiedzieć, co dokładnie mieli na myśli i co dokładnie chcieli wiedzieć, pytając mnie o to. Pokazałem celebret i to przez chwilę ich zaciekawiło. Potem popatrzyli na siebie i zgodnie machnęli głową, że trzeba mnie puścić. Zabrali paszport i zaprowadzili do budki, gdzie podbili mi ostatecznie wizę.

            Busem dojechałem do Suchumi. Kierowca na moją prośbę pokazał  mi dokładnie, gdzie katolicka cerkiew. Trafiłem w moment ogłoszeń parafialnych, które kończyły Msze świętą w przeddzień wigilii 2018 roku.

Ks. Maciej Gierula