Marysia – moje wspomnienia z wolontariatu

Marysia 
Moje wspomnienia z wolontariatu

 

Do Gruzji przyleciałam pod koniec czerwca. U Ojców Kamilianów w Tbilisi spędziłam miesiąc. Ojcowie prowadzą centrum pobytu dziennego dla osób dorosłych niepełnosprawnych zarówno fizycznie, jak i intelektualnie, poliklinikę, hospicjum domowe oraz świetlicę dla dzieci w obozie dla uchodźców w Szaszvebii.

Podczas mojego pobytu w Tbilisi podejmowałam się wraz z pozostałymi wolontariuszami różnego rodzaju zajęć. Pomagaliśmy w przygotowywaniu i wydawaniu posiłków podopiecznym. Spędzaliśmy czas z wychowankami na świeżym powietrzu grając w koszykówkę, piłkę nożną czy siatkówkę. Osobom na wózkach inwalidzkich staraliśmy się wymyślać kreatywne zabawy z wykorzystaniem piłki. Braliśmy również udział w warsztatach takich jak arteterapia, muzykoterapia, warsztaty gliniarskie etc. Nauczyciele byli otwarci na współpracę. Jeśli mieliśmy ciekawy pomysł na poprowadzenie zajęć dawano nam wolną rękę. Pomagaliśmy także przy transporcie podopiecznych do domów. Były to nasze stałe zajęcia. Wykonywaliśmy także prace ogrodowe oraz pomagaliśmy przy renowacji placu zabaw. Czasami organizowano wyjazdy w celu sprzątania mieszkań osobom, które były w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Dodatkowo dwa razy w tygodniu odwiedzaliśmy tzw. „Domek Babci” znajdujący się w miejscowości Szavszvebii. Jest to świetlica dla dzieci uchodźców z Osetii Południowej. Staraliśmy się zorganizować im jak najlepiej czas. Pomogliśmy także w organizacji ślubu w Gori począwszy od oprawy muzycznej, kończąc na opiece medycznej. W soboty i niedziele mieliśmy czas na zwiedzanie Gruzji i odpoczynek.

Jednym z dwóch największych dla mnie doświadczeń była dyskoteka z niepełnosprawnymi. W dniu świętego Kamila został zorganizowany koncert, a po koncercie bawiliśmy się przy zarówno przy najnowszych hitach, jak i przebojach sprzed lat. Drugim doświadczeniem, które na długo zostanie w mej pamięci były cotygodniowe wyjazdy nad Morze Tbilisi. Najpiękniejszą radość w swoim życiu widziałam właśnie u tych osób podczas tańca oraz wycieczek nad morze.  

Nie zabrakło także i czegoś dla ducha. Codziennie braliśmy udział we Mszy Świętej z jutrznią, komplecie oraz nieszporach.

Miałam też okazję uczyć się gry na pianinie, które znajdowało się w kaplicy, gdyż jedna z koleżanek wolontariuszek była uzdolniona muzycznie w związku z czym udzieliła mi kilku lekcji.

Nie można pominąć faktu, że na terenie ośrodka żyją trzy zwierzaki przygarnięte przez ojców – dwa psy oraz kotJ

Misja w Tbilisi była dla mnie nowym i zarazem bardzo ciekawym doświadczeniem. Jednak nawet gdyby moja relacja liczyła wiele stron – nie byłabym w stanie w pełni przekazać tego co przeżyłam.

 

Jeśli tylko ktoś bije się z myślami, czy warto wyjechać na misję do Gruzji, chciałabym zaznaczyć, że po miesiącu wciąż było mi mało… Niestety, centrum jest zawsze w sierpniu zamknięte (a ja nie miałam kupionego biletu powrotnego do Polski), więc zaczęłam szukać kolejnego wolontariatu na terenie Gruzji i koniec końców przeniosłam się do Kutaisi, gdzie spędziłam niecały miesiąc na obozie z dziećmi i nastolatkami z trudnych rodzin. Natomiast we wrześniu mieszkałam w Azerbejdżanie. Byłam na misji u sióstr od Matki Teresy z Kalkuty, które przyjmują do swojego domu ludzi z ulicy. Przeważnie są to osoby starsze, które mają za sobą przeszłość kryminalną.

Marysia