Powrót do Gruzji – na wolontariat

To był mój drugi wyjazd do Gruzji. Pierwszym była pielgrzymka w zorganizowanej grupie parafialnej pod auspicjami Fundacji ProSpe na czele z jej prezesem Ks. Maciejem Gierulą. Pokazano nam dzieła, w których uczestniczy Fundacja działająca „ku nadziei” i pomocy ludziom biednym, chorym, wypędzonym (deportowanym) z ich domów i ziemi gdzie się rodzili, mieszkali, gdzie były groby ich przodków…Po tych ośmiu dniach pielgrzymowania wypełnionych również zwiedzaniem i poznawaniem kraju – wiedziałam, że muszę tu wrócić…

I wróciłam w czasie Bożego Narodzenia, jadąc by rozsławić piękno polskiej kolędy i pastorałki. To był ważny powód, ale nie jedyny.
Drugim niezmiernie istotnym była chęć nie turystycznego poznania Gruzji, zetknięcia się z prawdziwą codziennością Gruzinów – ich życiem, problemami, oraz czynnego uczestnictwa w niesieniu pomocy jak to czynią OO. Kamilianie. Cel wyjazdu był szczytny, ale przebieg – wielką niewiadomą.
Od pierwszego momentu pobytu w kamiliańskim centrum i to nie jako gość, ale wolontariusz spotkałam się wielką życzliwością i wyrozumiałością dla moich „misyjnych” celów.
Uczestnicząc głównie w warsztatach muzycznych miałam możliwość poznawania programu gruzińskiego, ale i uczenia po polsku kolęd i piosenek oraz ich instrumentacji. Ogromną radością była dla mnie współpraca z bardzo zdolnym autystykiem. Była to radość ale i wyzwanie… Ucząc, grając i śpiewając wchodziłam coraz głębiej w grupę, przeżywając radości i smutki co było niewątpliwym wejściem w głąb problemów ludzi ujmujących swoją prostotą i sercem. Na moją prośbę uczestniczyłam w kamiliańskich posługach co pozwoliło mi poznać ogrom biedy i nędzy ludzkiej.
To nie był świat dla turysty, którego zachwyca Gruzja uśmiechnięta, otwarta, życzliwa, z przepięknym Kaukazem i przyrodą…
Odwiedzając prywatne domy, miejsca kultu w Kachetii, stykając się z ludźmi upośledzonymi psychicznie i fizycznie, żegnając umierających i umarłych – poznawałam ludzi niosących pomoc bliźniemu, życzliwych, wspaniałych gigantów czynu.
W czasie mojego dwu miesięcznego pobytu, zdałam sobie sprawę, że moja fascynacja Gruzją skupiła się na kamiliańskim działaniu wspomaganym działalnością Fundacji…
Widząc sprzęt rehabilitacyjny, wózki, tak bardzo przybliżające niepełnosprawnym dzieciom i dorosłym normalną codzienność, patrząc na ich radość bycia w grupie, co samo w sobie było już znakomitą terapią…łezka w oku się kręciła, a dumą napawało wszędzie widoczne logo Fundacji.
Każdy kraj ma swoją specyfikę, narody właściwe tylko sobie podejście. Jedni są bardziej zaradni, zorganizowani, pracowici, inni mniej… ale zawsze trzeba pamiętać o tych których najczęściej wyrzuca się za nawias bo przysparzają dodatkowych problemów – biednych, chorych, którym ten promyk nadziei też się należy…
Wielką pomocą w tym niesieniu dobrego człowieczeństwa i służeniu w Kamiliańskim Centrum są wolontariusze z Polski – działający w różnych wymiarach i dziedzinach. Tu każde chętne ręce są zagospodarowywane.
Do Tbilisi leciałam z sześcioma panami ciężko pracującymi przy tynkowaniu… oprócz muzyki zajmowałam się tłumaczeniem z niewidomym Gruzinem książki o Św. Kamilu a także jej nagrywaniu. Pod koniec mojego pobytu, przyleciała do Tbilisi studentka AGH, która miała niebagatelne zadanie informatyczne. Nad programami czuwała Karolina…
Dwa dni po moim wyjeździe przyjeżdżał Marek twórca i opiekun założenia parkowego wokół Centrum…rozwija się szereg nowych inicjatyw.
Tu się przyjeżdża z radością, by wyjeżdżając powiedzieć ” do zobaczenia „
To co najważniejsze, praca Fundacji jest niewątpliwym dobrodziejstwem dla podopiecznych Centrum. Są wdzięczni i doceniają prace Polaków, dające im nadzieje na lepsze, łatwiejsze jutro!
Jestem dumna z decyzji która podjęłam z końcem Starego Roku i faktem że po dwóch miesiącach wiem ze wrócę…
W Gruzji nie tylko Kaukaz jest przepiękny!!!

Zofia Węsierska

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *