Byłam, widziałam, czułam

Byłam, widziałam i czułam…. Plecak pakowałam na szybko, dosłownie w biegu, przesiadając się z samolotu z Sycylii do Warszawy, a następnie z Warszawy do Krakowa, gdzie dosłownie za kilka godzin miałam wsiąść w kolejny, który miał mnie zabrać do Gruzji, do Kutaisi. Patrząc na to z perspektywy czasu, sama siebie podziwiam za organizację. Wyjazd do Gruzji był planowany od kilku miesięcy. Ekipa zebrana, każdy wiedział po co jedzie i co go czeka… a tak nam się przynajmniej wydawało.

Przylecieliśmy do Kutaisi blisko północy, zmęczeni ale ogromnie podekscytowani. Pierwsze, co nas przywitało, to bardzo skrupulatna odprawa celna. Dzięki niej mój bagaż stracił bezpowrotnie swoje pierwotne ułożenie. Następnym szokiem była dla mnie ogromna ilość bezdomnych psów. Dla mnie – Psiary i Kociary – był to ogromny szok i to niestety mało pozytywny… Następnie czekała nas długa droga z Kutaisi do Tbilisi, w o dziwo bardzo wygodnym autokarze.

Następny dzień zapoczątkował zabójcze tempo całego wyjazdu, który trwał raptem 4 dni. W tych dniach zrobiliśmy setki kilometrów, wypiliśmy parę naprawdę dobrych kaw, kilka razy byliśmy blisko zawału uczestnicząc w transporcie drogowym… Cóż – Gruzini są tym narodem, dla którego pasy na drodze nie istnieją, a jeśli nawet są, to tak jakby ich nie było. Tak gdzie są 3 pasy, w momencie robi się 5. Ustalenie pierwszeństwa na drodze, mam wrażenie, dzieje pod wpływem chwili. To, czego nauczyli Was w Polsce na temat prowadzenia samochodu, tam nie ma żadnego przełożenia. Wszechobecne krowy i psy też niespecjalnie biorą sobie do serca jakiekolwiek zasady bezpieczeństwa na drodze. Brzmi to dziwnie, ale to naprawdę uczucie bezcenne.

Gruzja zaskoczyła mnie ludźmi. Tymi zwykłymi, prostymi Ludźmi, którzy dosłownie mają serce na dłoni. Bez względu na to,czy mają wiele, czy nie mają nic, są obok Ciebie. Patrzą na Ciebie z uśmiechem – mam wrażenie, że gdybym w Gruzji znalazła się w potrzebie, to przynajmniej kilka osób zaoferowałoby mi swoją pomoc. Trochę świata już zwiedziłam, a tak naprawdę to chyba pierwszy kraj, w którym jest jakoś inaczej… Patrzyłam na tych ludzi trochę z zazdrością, tak bardzo bym tą ich mentalność chciała rozsiać jak ziarno na cały świat. Aż serce boli, że się tak nie da…

Gruzja mnie zachwyciła, z zapartych tchem patrzyłam na góry, na wschody i zachody słońca, na śnieg na szczytach gór, na pasące się na halach owce…. I na tych ludzi. Uroda tej narodowości zachwyca – ciemne włosy, duże, wręcz czarne oczy, piękne długie rzęsy i ten szczery wspaniały uśmiech, bez względu na to, czy to kobieta czy mężczyzna, młodzież czy staruszkowie. Gruzja to też kraj, gdzie dietę zostawiamy na odprawie paszportowej w Polsce. Tam zwyczajnie nie da się być na diecie. Wszystko smakuje wręcz obłędnie, tak jakby gotowała to ukochana babcia…. Wynik 2 kg na plusie… zgubi się…. Ale przejdźmy do tego po co przyjechaliśmy…

Punkt 1 – Ośrodek dla niepełnosprawnych, który prowadzą Ojcowie Kamilianie. Już wygląd ośrodka z zewnątrz pokazuje, że budynek jest nowy i wspaniale rozplanowany. Ale to, co najpiękniejsze, jest w środku i nie chodzi tu już nawet o to, że budynek jest nowy i piękny, że dzięki firmie z Podkarpacia jest wyposażony w najlepszej jakości sprzęt do rehabilitacji, ale tu chodzi o tych LUDZI, o ich ciepło i oddanie, o to, z jakim sercem podchodzą do swoich pacjentów, z jaką delikatnością jest prowadzona rehabilitacja, nie wspominając już o ogromnej wiedzy, która przekłada się na jakość rehabilitacji.. Są takie sytuacje, których nie da się opisać słowami i to jest właśnie to miejsce i Ci ludzie. Ten wyjazd dał mi wiele… Myślę że największą wartością było spotkanie Ojca Pawła, Ojca Zygmunta, Sióstr Salezjanek, Sióstr Kamilianek i grona osób w Khizabawrze…

Ojciec Paweł to dla mnie fenomen – ile on każdego dnia ogarnia! Wie wszystko o każdym podopiecznym, zna jego historię, do każdego podchodzi z ogromnym sercem. Do tego cały ośrodek jest na jego głowie! Podziwiam po stokroć! Ojciec Zygmunt – mam wrażenie – jest w stanie nawrócić każdego ateistę. Do tego to chodząca skarbnica wiedzy! Nie wspominając o wielkim sercu i oddaniu do każdego chorego, którym się opiekuje! Siostry Salezjanki z Tbilisi to dobroć sama w sobie, do tego niesamowite kucharki! Wchodząc do ich domu nie chce się z niego wychodzić, czujesz się jak u ukochanej babci w odwiedzinach. Do tego ten wspaniały uśmiech! Siostry Kamilianki z Gori to czyste oddanie siebie drugiemu człowiekowi, to ta dobroć, która nie zna granic…

I ta niezapomniana wizyta w Khizabawrze, gdzie przywitał nas tak po prostu Przyjaciel, zupełnie obcy nam człowiek, który przyjął nas jak najlepszy przyjaciel… Jamal to oprócz wspaniałego człowieka, cudowny kucharz! Oj, tu poczuliśmy tą wspaniałą gruzińską gościnność.

Gruzja to kraj kontrastów, bo inaczej nie da się tego ująć. Wysokie góry i ludzie, którzy żyją tak, jakby się czas zatrzymał. Stolica- piękna i zachwycająca, w niczym nie ustępująca europejskim stolicom. Bieda i życie za minimum z minimum…. a miejscami kraj, gdzie żyje się normalnie. Gruzja jest takim miejscem, z którego wyjeżdżasz i wiesz, że musisz tam wrócić. Ten wyjazd, chociaż miał jeden cel – nakręcić film i zrobić zdjęcia do kampanii 1%, to tak naprawdę jedna z najlepszych przygód w moim życiu. Zweryfikowała wiele, a na pewno system wartości. Jedno jest pewne – ja tam na pewno wrócę.

Elżbieta Wojnar

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *