10 days in Georgia

Autor wpisu

Jadzia

Data

wrz 12, 2016

Kategorie

10 dni w Gruzji to zdecydowanie za mało, żeby poznać ten kraj, ale wystarczająco dużo żeby się w nim zakochać. 10 dni… Tyle trwał mój wolontariat w  Centrum św. Kamila
w Tbilisi. Ośrodek ten mieści się na obrzeżach miasta
w biednej części stolicy Gruzji. Biedę widać niemal na każdym kroku. Mimo wszystko to miejsce ma swój specyficzny klimat. Może właśnie ze względu na umiejscowione tam Centrum Pomocy osobom niepełnosprawnym.

O działalności Ojców Kamilianów słyszałam dużo dobrego od znajomych, którzy odwiedzili to miejsce i byli nim zachwyceni. Wiele dowiedziałam się również dzięki Fundacji Pro Spe, której główną misją jest pomoc najuboższym i najbardziej potrzebującym mieszkańcom Gruzji. Do tego grona z całą pewnością należą podopieczni ośrodka Ojców Kamilianów. I tak za pośrednictwem Fundacji Pro Spe zorganizowałam swój wyjazd do Gruzji.

Mój wolontariat trwał bardzo krótko, odliczając weekendy kiedy miałam czas wolny.
Z podopiecznymi spędziłam zaledwie klika dni pracujących…, praca… No tak, jeśli można to w ogóle nazwać pracą. Dla mnie to dość ekstremalne zaczynać pracę o 9.30, bo właśnie wtedy podopieczni zostają przywiezieni do ośrodka. Pracownicy przywożą ich specjalnymi busami. My im pomagamy w transporcie do jadalni. Wtedy też wszyscy się witają,
a w powietrzu unosi się mega pozytywna atmosfera. Później jemy wspólne śniadanie. Trzeba coś podać, czasem kogoś nakarmić…wiadomo.  Następnie każdy udaje się na zajęcia do określonej grupy. Grupy są małe, po kilka osób i każdego dnia są inne zajęcia. Mój czas spędzałam głównie na zajęciach z podopiecznymi, udzielając im wsparcia
w miarę moich możliwości. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że dla mnie to nie była praca, wręcz przeciwnie, to był odpoczynek. Odpoczynek od codziennego pośpiechu, od obowiązków, od pracy, od życia
w Polsce. Totalna odcinka, co może brzmieć dziwnie, bo w porównaniu z moim ,,problemami” w Polsce, to właśnie tutaj zetknęłam się z prawdziwymi problemami ludzi niepełnosprawnych. Niepełnosprawnych umysłowo, czasem też fizycznie, ludzi na wózkach ale i też sprawnych ludzi mających mega pozytywną energię, którą dawało się odczuwać każdego dnia. To ja byłam tu, żeby im pomagać, a tak naprawdę to oni mi pomagali. Nauczyli mnie przeróżnych rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłam np. gra na  keyboardzie. Tak. Ja, zupełne beztalencie muzyczne grałam z pomocą poważnie chorego chłopaka, który był niesamowicie utalentowany. Takich przykładów było o wiele więcej. Każdego dnia robiliśmy coś innego. To niesamowite jak Ci ludzie potrafią się cieszyć z małych rzeczy… Życie dało im TAK BARDZO w tyłek, ale oni się nie poddają. Jeśli chodzi o porozumiewanie się, to dowiedziałam się jednej ważnej rzeczy – nie ma barier językowych! Z każdym można się dogadać,  chociażby za pomocą gestów, wyrażając uczucia. Czasem wystarczy tylko uśmiech, spojrzenie, złapanie za rękę i masz wszystko!

Znalazłam się w Tbilisi, kiedy trwał gorący okres  przygotowań do wielkiego święta św. Ojca Kamila, patrona Kamilianów. Cały tydzień niezwykle intensywnie przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia. Podopieczni – pod czujnym okiem nauczycielek z centrum – przygotowywali różne ozdoby, a także wykonywali prace, które zostały wystawione do obejrzenia lub zakupienia podczas festynu. Nasi podopieczni ćwiczyli też układy taneczne, które mieli zaprezentować podczas święta. Finał odbywał się 16 lipca i myślę, że przeszedł oczekiwania samych organizatorów. Wspólna zabawa połączyła wszystkich. Nieważne; sprawnych czy niepełnosprawnych. To było dobre, dawało się odczuć pozytywną energię płynącą od tych ludzi. It was really good!

Nie mogłabym chociaż krótko nie wspomnieć o konferencji zorganizowanej wspólnie przez siły polskie i gruzińskie, która odbyła się w budynku Ilia State University w Tbilisi. Miałam przyjemność uczestniczyć w tej konferencji, która dotyczyła głównie problemów osób niepełnosprawnych oraz ich reintegracji w Gruzji. Bardzo poważny temat i bardzo potrzebny w tym kraju, gdzie świadomość społeczeństwa w tym temacie jest niestety na bardzo niskim poziomie. Konferencja 100% na plus. Wielki szacun i gratulacje dla organizatorów!

Co do samych Gruzinów przeżyłam bardzo pozytywne zaskoczenie. Czy Gruzja jest niebezpieczna? Na pewno nie bardziej niż Polska, a tylu pomocnych i bezinteresownie ludzi nigdy wcześniej nie spotkałam. Jeśli chcesz się zgubić, w Gruzji nie ma na to szans! No way!  Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto wskaże Ci drogę. Najczęściej podwiezie lub nawet podprowadzi na miejsce. Polecam podróżowanie po Gruzji  na stopa. Czy trudno go złapać? Rzecz w tym, że mieszkańcy Gruzji sami się zatrzymują, bo to dla nich NORMALNE. Gdy widzą, że ktoś potrzebuje pomocy, po prostu pomagają. Myślę, że
w Polsce już odchodzimy od takich zachowań, idziemy bardziej na zachód, pielęgnując
w sobie jakiś rodzaj znieczulicy…

Krótki, ale intensywny pobyt na wolontariacie w Gruzji pozwolił mi poznać dużo ciekawych ludzi, mega różne osobowości, nawiązać nowe przyjaźnie, zaczerpnąć małą część gruzińskiego life style, skosztować wybornego gruzińskiego wina, zachłysnąć się
z wrażenia pod Mount Kazbek, a przede wszystkim zdobyć cenne doświadczenia. Jeśli jeszcze zastanawiasz się, czy warto przyjechać na wolontariat do ośrodka ojców Kamilianów, powiem tylko: don’t wait!  Jestem pewna, że każda osoba zostanie tam pozytywnie przyjęta i stanie się częścią wielkiej kamiliańskiej rodziny. Rodziny, której głównym celem jest POMAGAĆ  innym.

So, be more human and go to Georgia !

Gabriela

Podobne posty

Jak to się wszystko zaczęło – legenda gruzińska
Jak to się wszystko zaczęło – legenda gruzińska

Każdy kraj, naród ma swoją historię. Są również legendy, które zabierają nas nie tylko w odległe czasy ale niejednokrotnie w świat, których nie zobaczymy. Zapraszamy do poznania dwóch legend o powstaniu Gruzji, czyli Sakartwelo.