Między deszczem, a pyłem – notatki z Sudanu Południowego
Takie słowa jak pokój, bezpieczeństwo, wolność mają tutaj szczególne znaczenie zważywszy na to, że mieszkańcy Sudanu Południowego toczyli wojnę o swoją suwerenność przez 21 lat ze Sudanem, który próbował zislamizować chrześcijańskie południe.

Kraj, który wciąż walczy o pokój
Od uzyskania niepodległości od Sudanu w 2011 roku, Sudan Południowy jest dotknięty niestabilnością polityczną i konfliktami. Kraj boryka się z licznymi wyzwaniami, w tym:
• Problemy bezpieczeństwa. Kraj pozostaje kruchy, z trwającymi starciami między grupami zbrojnymi i ryzykiem odnowienia konfliktu.
• Kryzys uchodźczy. Ponad 2 miliony południowo-sudańskich uchodźców mieszka w sąsiednich krajach, a wielu więcej jest przesiedlonych wewnętrznie.
• Kryzys żywnościowy. Kraj doświadcza poważnego kryzysu żywnościowego, z milionami osób potrzebujących pomocy.
Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja polityczna i gospodarcza Sudanu Południowego pozostaje krucha, z ciągłymi wyzwaniami.

Powrót do Yei – miejsce, które pamięta wojnę
My, jako Misyjne Zgromadzenie Sióstr Służebnic Ducha Świętego, pracujemy w Diecezji Yei od 2011 roku. Jak dotąd jesteśmy tutaj jedynym żeńskim zgromadzeniem zakonnym. Pierwsza grupa sióstr posługiwała w Yei do roku 2016, kiedy to konflikt zbrojny uniemożliwił nam dalszą posługę. Wtedy to właśnie jedna z naszych sióstr została zastrzelona. Siostry podążyły za uchodźcami do obozu w Ugandzie aby po 9 latach powrócić do Yei i dalej kontynuować swoje posłannictwo w Diecezji.
W wyniku wspomnianej już wojny domowej w Sudanie Południowym w latach 2013 i 2016, terytorium Katolickiej Diecezji Yei stało się jednym z najbardziej dotkniętych kryzysem, co doprowadziło do przesiedlenia ponad 70% jej ludności do Ugandy, Konga i innych części Sudanu Południowego. Tysiące ludzi straciło życie i mienie, w tym również Diecezja. Na dzień dzisiejszy część uchodźców powróciła do swoich miejsc pochodzenia, w obszarach, w których Diecezja prowadzi swoje działalności. Jednak obecność uzbrojonych pasterzy oraz okresowe starcia między stronami konfliktu nadal zagrażają powrotowi innych uchodźców, działalności rolniczej, a także przepływowi handlu wzdłuż głównych dróg łączących różne parafie w Diecezji.
Diecezja Yei została ustanowiona w 1986 roku i obecnie składa się z 9 parafii oraz licznych stacji (kaplic) przypisanych do każdej parafii.
Obejmuje ona obszar geograficzny o powierzchni około 46 000 km², z trudnymi warunkami drogowymi. Około 232 000 katolików jest pod opieką duszpasterską 18 kapłanów wspieranych przez miejscowych katechetów, którzy pomagają w zarządzaniu sprawami Diecezji.

Nowe początki na trudnej ziemi
Moja misyjna przygoda w tym kraju zaczęła się kilka miesięcy temu, po 20 latach pracy w Zambii. To trochę tak jakby pozwolić się wyciągnąć z korzeniami z jednego zaprzyjaźnionego już otoczenia i zostać posadzonym w innym, nieznanym i próbować się zakorzenić i rosnąć na nowo, z innymi. Jakkolwiek, jest w tym wyzwaniu coś niesamowitego…to oddanie się i zdanie w ludzkiej bezsilności na wszechmoc i miłość Boga.
Moja pierwsza podróż z Juby, stolicy kraju, do Yei wiodła nas drogą krętą i pełną dziur, że nawet Land Cruiser, zdawało się, miał już dosyć. Jakkolwiek, trud podróży wynagradzała mi piękna sceneria pełna zieleni w tej deszczowej porze. Mijaliśmy wioski i ludzi zajętymi swoimi codziennymi sprawami i tych, którzy przemierzali odległości niosąc karabiny. Pośród nich widziałam bardzo młodych mężczyzn albo raczej dorastających chłopców…
Potem przejeżdżaliśmy obok rzeczki, w której mężczyźni coś szukali, grzebali i przesiewali. To byli poszukiwacze złotego kruszcu, którego tu ponoć wiele na tych terenach. Z tego co mi powiedziano, sprzedają to złoto, choć jest to nielegalne, za marne pieniądze aby wyżywić siebie i rodzinę.

Codzienność między głodem a nadzieją
A kto zresztą się tutaj przejmuje tym, czy to legalne czy nie, jak głód zagląda ludziom w oczy. O pracę tutaj trudno, a o płatną, jeszcze trudniej. Nauczyciele, personel medyczny, żołnierze i wiele innych zatrudnionych przez państwo, nie otrzymują wypłaty za pracę miesiącami. I jak tu żyć? Jeden z tutejszych Biskupów powiedział, ze ludzie żyją tutaj przez ewangeliczne „rozmnożenie chleba”, a więc w jakimś sensie przez cud.
Kilkanaście metrów od miejsca naszego zamieszkania jest szkoła. Codziennie widzę dzieci w czasie przerwy obiadowej, wspinające się na drzewa owocowe jak pomarańcza, guawa czy mango, w zależności od sezonu. Niedojrzały z reguły owoc stanowi obiad a drzewa są już splądrowane zanim owoce dojrzeją. Przypomina mi się rada z dzieciństwa: nie jedz niedojrzałych owoców bo będzie cię bolał żołądek. Tutaj niedojrzały owoc jest postrzegany zupełnie inaczej…

Siła w prostocie i uśmiechu
Jednym z pierwszych niezapomnianych wrażeń, które zapadły mi w serce, była pierwsza niedzielna Msza Sw. w tutejszym kościele, katedrze Chrystusa Króla. Okolo 500 wiernych wypełniało kościół po brzegi. Ludzie, modlitewnie poruszający się w takt cudnego śpiewu lokalnego chóru pod nazwą „Anielski Chór”. Pomyślałam sobie, nie pomylili się co do nazwy.
Z każdym dniem poznaję coś nowego, uczę się i coś zyskuję dla własnego dobra. Dzielę się moim czasem, darami, możliwościami, wiedzą i materialnymi środkami, które posiadam dzięki szczodrości wielu dobrych ludzi. Obserwuję jak ludzie próbują żyć normalnie w nienormalnej sytuacji i podziwiam ich za to. Podziwiam ich za wolę życia, za radość z bardzo małych rzeczy, za uśmiech kiedy im wcale nie jest do śmiechu i za brak narzekania kiedy życie ich nie oszczędza.
Patrzę na niezliczoną liczbę dzieci i młodzież i mam wielką nadzieję, że przyjdzie czas wielkich zmian na dobre dla nich i ich bliskich.
Z Yei S. Ewa Piegdoń, SSpS
