Wojny boi się każdy

Autor wpisu

Krzysztof

Data

kwi 20, 2022

Kategorie

Każdy, oprócz polityków piastujących wysokie stanowiska. Tam jest bezpiecznie. Pozostając w swojej sztucznej odciętej od rzeczywistości bańce, prowadzą chłodne kalkulacje, wydając nieraz wyrok na tych, którymi powinni się opiekować. Na nas, na naszych sąsiadów… Może na cały światy?

To, co dzieje się na Ukrainie wśród zwykłych ludzi, którzy bardziej niż czegokolwiek chcą pokoju dla siebie i dla swoich dzieci. Chcą chodzić do pracy, dzieci do szkoły, studenci na uczelnie. Nikt z nich nie chce, żeby im przeszkadzano. Pragną jedynie żyć normalnie, jak dawniej, tak jak to robili jeszcze półtora miesiąca temu. To normalne życie zostało przerwane przez niesprawiedliwość i przemoc. Obecnie to obserwujemy na Ukrainie. Matki, które płaczą za dziećmi, żołnierzy, którzy odesłali swoje żony i dzieci do innych krajów, a sami stoją na barykadach. Ludzie, którym zniszczono domy, albo zaminowano dojście do nich.

Co możemy zrobić dla pokoju? Jedyne co w świecie brutalnej bezwzględności można zrobić, to dać siebie innym, wyrażając to w pomocy dla najbardziej pokrzywdzonych. Jedzenie, środki opatrunkowe i środki higieniczne, to potrzeby dnia codziennego. Zebrane rzeczy zawozimy pod Kijów prosto do Buczy, Irpienia i Borodzianki. Planujemy niedługo otworzyć szlak pomocowy do Charkowa, o czym na pewno poinformujemy. Póki co jako Fundacja zakupiliśmy busa, który rozpoczyna swoje regularne kursy z Polski do ludzi, którzy najbardziej ucierpieli. Będziemy informować i na pewno zapraszać do współpracy.

Podobne posty

Jak ten czas szybko leci…!!!
Jak ten czas szybko leci…!!!

“Inny” – to nie znaczy, że gorszy czy lepszy… To po prostu inna kultura, inne patrzenie na drugiego człowieka; inne postrzeganie rzeczywistości i związanych z nią reguł. To inny wymiar ubóstwa, który niejednokrotnie przekracza granice człowieczeństwa

Duszpasterz dzieci i kapelan więzienia…w Papui-Nowej Gwinei
Duszpasterz dzieci i kapelan więzienia…w Papui-Nowej Gwinei

Pewnego razu po pijaku zabił on dziecko. Trafił do więzienia w Barawagi i po jakimś czasie zdołał z niego uciec (miał szczęście, ponieważ normalnie strażnicy strzelają do uciekinierów, aby zabić). Przez kilka miesięcy ukrywał się w lesie, ale z powodu wyrzutów sumienia planował samobójstwo. Ktoś mu doradził, aby odwiedził patera Łukasza.